2.11.2018

Ale kryzys, za przeproszeniem, jebłam ostatnio… Normalnie zero sił, zero woli, zero weny. Praca -ledwo, ledwo. Życie też ledwo. Nawet rozmowa z mamą się nie kleiła.

Makabra normalnie, ohyda

Jak tu funkcjonować? Przecież już było tak dobrze… Nawet w pracy układało się wyjątkowo dobrze.

Myślę, że przez nowe dzieci w rodzinie, którymi trzeba się zająć, rodzice nie mają dla mnie czasu. I tu jest problem. Cały czas tylko dzieci i dzieci. Ja wiem, że dzieci potrzebują czasu i uwagi, zwłaszcza dzieci mojego rodzeństwa, czyli wnuki rodziców, ale… no ale mi z tym źle.

Czuję sie pusta

Reklamy

23.10.2018

Wieczór, wtorek, po pracy już, odpoczynek. Jem. Piję piwo. Piszę rzeczy w Internecie. Nic.

Było super, było dobrze, teraz też dobrze, chociaż wczoraj rano źle źle źle. Potem powoli, kawka, lepiej, praca, lepiej, tabletki, doborze.

Dwa dni wcześniej nie brałam tabletek, bo wyjazd. Delegacja, super. Ale potem – poniedziałek – beztabletkowy szok.

Źle

Teraz znów dobrze.

30.07.2018

Wczoraj dzień zaczął się bardzo ponuro, nie pomógł nawet spacer i jazda busem, ale ból psychiczny udało mi się złagodzić kawą i tabletkami. Wieczór był w porządku, czułam moc.

Ranki są złe.

W pracy wygląda na to, że zostaję na razie w swoim dziale, co mnie bardzo cieszy. Tu mi się podoba. Szefostwo miłe. Trochę się obgadują, mnie pewnie też, trudno. Nawet nie martwi mnie to szczególnie.

Wieczory sa lepsze.

W sobotę mają przyjechać mama i tata. Radość. Czekam.

2.07.2018

Lipiec. Wiecie, co kiedyś oznaczał lipiec? WAKACJE! A teraz? Teraz nie oznacza nic.

Moze jedynie sezon urlopowy.

Dzisiaj był wyjątkowo parszywy dzień. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że w weekend byłam u rodziców, a powroty stamtąd zawsze są złe? Nie chciało mi się wstawać, iść do pracy, pracować. Zamulałam. Trochę jadłam. Piłam hektolitry kawy.

Byle jak.

Piję piwo. Może przed pracą nie powinnam, jutro na siódmą rano muszę być w kadrach. Ale po piwie mniej się pamięta ze Zła.

Zło. Źli. Źle. Ohyda, fuj.
Mamo, przyjedź, uratuj córkę.

Kto mnie uratuje?

23.06.2018

Wyspa. Morze dobrze. Często dobrze. Fale dobrego samopoczucia. I na to czarna wyspa zła. Smutku. Obrzydliwa, wstrętna, ohydna. Wyspa.

Takie wyspy pojedyncze zdarzają się, gdy jest dobrze. Potem częściej, gdy jest dobrze, ale nie idealnie. Potem jeszcze częściej. Teraz często.

Dzisiaj była mama. Super. Radość. Cud cud cud. Ale wyspy. Ciągle wyspy

Trzymam na rękach niemowlę, a tu wyspy…

12.04.2018

Pięć lat bloga minęło niedawno. Ciekawe. Kawał życia.

Dziwnie jest ostatnio, w życiu raz lepiej, raz gorzej, leki dają radę, ale w życiu zawodowym marnie. Ostatnio problemy są. Duże. Zobaczymy, czy pozostanę na powierzchni.

Seria nocek zakończona, teraz praca za dnia, ale stres, stres, stres, stres.

1.04.2018

Ostatnio, gdy było baaardzo źle, lekarz kazał mi brać moje stare leki w większych dawkach: lek A półtorej  dawki, lek B jedna dawka, lek C jedna dawka (ale wcześniej nie brałam go wcale już od roku). Teraz, gdy znowu zaczyna być źle, zaczęłam brać tak samo. Na razie nie jest idealnie, są momenty złe, ale czuję się nieźle. To taki taniec nad przepaścią. Ytrzymuję się, ale czasem bywa ciężko. Najczęściej jestem wesoła, ale zawsze mogę runąć w dół, tak czuję.

Wielkanoc z rodziną, dobrze. Brat zaczął pracę, w miarę stałą, dobrze. On radzi sobie w życiu lepiej niż ja.

Ale ja i moje korpo – dobrze. Dużo nocek ostatnio, właściewie mam dzień, noc, przerwę i tak dalej. Ciężko. Dam rade?

Muszę.