9.12.2017

Ostatnio miało być bardzo miło, koleżanka, ba, właściwie przyjaciółka, impreza, zabawa, wieczór… i wielka czarna dziura w umyśle. Mózg dead.

Wczoraj znowu nocka w robocie. Kupiłam ksiązkę, czytałam, czytałam, czytałam… przed pracą czytałam w kawiarni, potem do pracy. Pół książki przeczytane. Ciekawa, życiowa książka, chociaż nie żadna „psychologiczna, coach-owska”, o nieee. Raczej śmieszkowa, wesoła.

Potem mniej śmieszkowo, bo praca w nocy. Nienawidzę pracy w nocy. Rano nieprzytomna.

A dzisiaj mama przyjechała, moja mamusia 🙂

Reklamy

26.10.2017

Jutro biorę urlop i jadę odwiedzić rodziców. Odczuwam z tego powodu dreszczyk przyjemności, ale też smutek i niepewność, bo każda przyjemność szybko się kończy. Ta skończy się w niedzielę, a od poniedziałku do pracy znów.

Niedługo odbędzie się konferencja z mojej branży w Krakowie. Trzy dni spędzę z koleżankami ze studiów, które pracują w innych firmach z mojej działki. Szukamy razem hotelu, może być miło.

Idę spać.

8.09.2017

Najgorszy tydzień w tym miesiącu. Trzy nocki. Ja nie śpię, boję się. Telefon czarny telefon – może zadzwonić. CDzwoni? Czy tylko się wydaje? Ciągle tak.

Boję się ciemności, boję się nocy, a najbardziej nocy w pracy. Sama ja jedna. A noc nie chce się skończyć, nie ma ciągle granatu nieba, tylko czerń, wszędzie czerń.

 

3.09.2017

Jest teraz 4:37, nie mogę zasnąć. Dlaczego? Pewnie wyspałam się wczoraj. Ale cały dzień wiedziałam, że tak będzie. Wczoraj też zasnęłam późno. Czasem tak mam – problemy ze snem. Nawracający problem…

Dlaczego? Nie wiem. Zawsze tak było – okresy bezsenności na przemian z okresami snu zimowego.

A niestety w poniedziałek nocka.

Na jutro przed nocką chyba wezmę sobie pewne moje tabletki, które jako „działanie niepożądane” mają senność. A może i działanie pożądane. Między innymi po to je brałam. Jeszcze mi zostały.

Życzcie mi powodzenia w spaniu.

4.08.2017

Ostatni okres nie był tak tragiczny, jak myślałam, że będzie. Jednak następne dni nie zapowiadają się lepiej. Czy będzie gorzej? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że chociaż to nie – nie będzie gorzej, nawet jeżeli nie lepiej. Do tej pory wytrzymywałam. Praca w dzień, praca w nocy, ósma rano jako magiczna granica: raz przychodzę na ósmą, raz wychodzę o tejże. Jak w biegach: ja przekazuję lub odbieram pałeczkę, maszyna działa bezustannie. Nie ma przestojów.

Jakaś moc mną porusza. Nie jest dobra ani zła – jest tylko potężna, powoduje istnienie. Witaj, stary przyjacielu, widzimy się ponownie? Mój umysł jest niespokojny, chce zaprzeczyć, ostatnio było tak dobrze! Ale coś się znów we mnie zmienia. Już nie ci sami ludzie na ulicach. Już nie ta sama ja. Czekam z otwartymi ramionami.

W torebce niewykupiona recepta czeka na lepszy czas. W domu w pudełku zostały ostatnie sztuki małych, białych tabletek.

Czekam.

1.04.2017

Prima aprilis dziś, jak się można domyślić, jak się uczyło łaciny. Ale ja tu bez żartów, bo mi nie wychodzą… Heh.

W pracy jedna z kobiet chyba przeszła do obozu nielubiących mnie a raczej tych, co im z jakiegoś powodu w sposób negatywny nie jestem obojętna. Dla tych, co mnie rzadko zauważają jestem ok. Nie wiem, dlaczego.

Druga koleżanka do mnie napisała SMSa po raz pierwszy, aż się zdziwiłam, ale chodziło tylko o zastępstwo. Jako że z asertywnością u mnie kepsko, to już już miałam wziąć, ale nie wzięłam, bo rodzice jadą do mnie do domu. I trzeba przygotować.

Boję się w nocy znów, leżę w ciemności i mnie paraliżuje strach. Nawet kołdra zła

Ale tylko noc.

dziś wyjątkowo ładna sobota, ciepło jest, słonecznie. A więc można wyjść do sklepu, znów do ludzi. Od trzech dni mału urlop i nie wychodzę, tylko siedzę, piszę i jem, jem, jem. Nie przytyłam, bo spaceruję w kołko po pokoju, moja mała pasja, hobby.

Dziś długi post, bo przywitanie wiosny. Pracuję już dwa i pół roku. Dziwne, co nie? Tylko raz zmiana pracy i raz zmiana miejsca. Od poniedziałku dalej zmiana – tym razem idę pracować do innego miasta na miesiąc.

Szaleństwo dojazdowe.

Ale już po głosie poznałam, po telefonach, że są pryjaźni, nie chcą skrzywdzić. Lepiej niż Tu.

Pozdrawiam wiosennie! Wasza kropelka

14.10.2014

Budziłam się dzisiaj w nocy i zaraz zasypiałam. Jak zwykle. Obudziłam się, było już jasno. Ale dalej bardzo chciało mi się spać. Nie mam w pokoju zegarka, a po telefon nie chciało mi się sięgać. „Jeszcze wcześnie” pomyślałam. Ledwo zwlokłam się z łóżka i poszłam do toalety. Wróciłam, by spać dalej. Zerknęłam w końcu na telefon. 15:00… Przeraziłam się. Która?!

Alew byłam zbyt zmęczona. Zasnęłam znowu. Potem poleżałam jeszcze chwilkę i finalnie wstałam o 17:40…

O co chodzi?

Dobrze, że dzisiaj nie szłam do pracy…