8.11.2018

Kryzys… minął. Jest lepiej. Chętniej chodzę do pracy, żyję na co dzień. Jem, sikam, śpię, pracuję, przyjmuję klientów, rozmawiam z klientami, z mamą, z bratem, z siostrą, z tatą, chwalę bratanicę.
Dzisiaj dla relaksu piwko, piweczko, alkoholik hehehe
Psychiatra kazał zmniejszyć lek X, małe, białe tabletki. Drugie – bez zmian. Do tego trzecie, nie na mózg, a na cholesterol.
Za wysoki.
Do tego witamina D. Nie biorę suplementów, supli, witamin, mikroelementów, ale witaminę D biorę, dobra jest. Pomaga.
Nie boję się w nocy. Niedawno lęk lęk lęk. Straszny lęk. Teraz rozkosz.
Noc. Nic.
Pozdrawiam

2.11.2018

Ale kryzys, za przeproszeniem, jebłam ostatnio… Normalnie zero sił, zero woli, zero weny. Praca -ledwo, ledwo. Życie też ledwo. Nawet rozmowa z mamą się nie kleiła.

Makabra normalnie, ohyda

Jak tu funkcjonować? Przecież już było tak dobrze… Nawet w pracy układało się wyjątkowo dobrze.

Myślę, że przez nowe dzieci w rodzinie, którymi trzeba się zająć, rodzice nie mają dla mnie czasu. I tu jest problem. Cały czas tylko dzieci i dzieci. Ja wiem, że dzieci potrzebują czasu i uwagi, zwłaszcza dzieci mojego rodzeństwa, czyli wnuki rodziców, ale… no ale mi z tym źle.

Czuję sie pusta

3.06.2018

Nadal trwa w mojej głowie wiosna, chociaż wczoraj było gorzej, przyjechała mama i zamiast się cieszyć, momentami bałam się już rozstania. Dzisiaj lepiej.

Dzisiejsza noc przespana była nieźle, ale to pewnie dlatego, że wczoraj wypiłam piwo. Bez piwa śpię w dzień znów, czuwam nocą.

Jutro korpo, a raczej małe korpko, do którego się przeniosłam na razie. Znaczy korpo dalej duże z tylko filia malutka. Jest nieźle, ludzie lepsi. Nie znają mnie. Życie od nowa.

Tylko jak zniosę noc? Nie dość, że dziś bez piwa, bez wspomagania, już czuję się pobudzona, to jeszcze nerwy, bo jutro pierwszy dzień w Filii. Trzeba bedzie dalej dojeżdżać, a wiec wcześniej wstać. Dam radę?

Nocami piszę wiersze.

25.03.2018

Niby dobrze, ale jednak źle. Niby źle, ale jakoś się trzymam. Dużo, dużo pracy. Umieram, wymiękam. Wykończona. Trzy nocki pod rząd, na każdej zero snu. Odsypianie, zmulenie, zmarnowane dni.

Dzisiaj spanie do popołudnia, ledwo wstałam, potem spotkanie rodzinne. Było miło, rozmawiałam, uśmiechałam się – jak zwykle. Nie wiem sama, czy byłam szczęśliwa, czy tylko udawałam. Teraz nie jestem. Teraz źle.

Skończył się jeden lek, nie biorę od kilku dni, nie mam czasu kupić. Źle. Byłam dziś w aptekach – nie ma. W jedej zamówią na jutro. Drugi lek biorę. Ale raz już brałam tylko ten i odpierdoliło zupełnie. Muszę dwa.

Jutro kupię.

9.12.2017

Ostatnio miało być bardzo miło, koleżanka, ba, właściwie przyjaciółka, impreza, zabawa, wieczór… i wielka czarna dziura w umyśle. Mózg dead.

Wczoraj znowu nocka w robocie. Kupiłam ksiązkę, czytałam, czytałam, czytałam… przed pracą czytałam w kawiarni, potem do pracy. Pół książki przeczytane. Ciekawa, życiowa książka, chociaż nie żadna „psychologiczna, coach-owska”, o nieee. Raczej śmieszkowa, wesoła.

Potem mniej śmieszkowo, bo praca w nocy. Nienawidzę pracy w nocy. Rano nieprzytomna.

A dzisiaj mama przyjechała, moja mamusia 🙂

26.10.2017

Jutro biorę urlop i jadę odwiedzić rodziców. Odczuwam z tego powodu dreszczyk przyjemności, ale też smutek i niepewność, bo każda przyjemność szybko się kończy. Ta skończy się w niedzielę, a od poniedziałku do pracy znów.

Niedługo odbędzie się konferencja z mojej branży w Krakowie. Trzy dni spędzę z koleżankami ze studiów, które pracują w innych firmach z mojej działki. Szukamy razem hotelu, może być miło.

Idę spać.

8.09.2017

Najgorszy tydzień w tym miesiącu. Trzy nocki. Ja nie śpię, boję się. Telefon czarny telefon – może zadzwonić. CDzwoni? Czy tylko się wydaje? Ciągle tak.

Boję się ciemności, boję się nocy, a najbardziej nocy w pracy. Sama ja jedna. A noc nie chce się skończyć, nie ma ciągle granatu nieba, tylko czerń, wszędzie czerń.

 

3.09.2017

Jest teraz 4:37, nie mogę zasnąć. Dlaczego? Pewnie wyspałam się wczoraj. Ale cały dzień wiedziałam, że tak będzie. Wczoraj też zasnęłam późno. Czasem tak mam – problemy ze snem. Nawracający problem…

Dlaczego? Nie wiem. Zawsze tak było – okresy bezsenności na przemian z okresami snu zimowego.

A niestety w poniedziałek nocka.

Na jutro przed nocką chyba wezmę sobie pewne moje tabletki, które jako „działanie niepożądane” mają senność. A może i działanie pożądane. Między innymi po to je brałam. Jeszcze mi zostały.

Życzcie mi powodzenia w spaniu.

4.08.2017

Ostatni okres nie był tak tragiczny, jak myślałam, że będzie. Jednak następne dni nie zapowiadają się lepiej. Czy będzie gorzej? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że chociaż to nie – nie będzie gorzej, nawet jeżeli nie lepiej. Do tej pory wytrzymywałam. Praca w dzień, praca w nocy, ósma rano jako magiczna granica: raz przychodzę na ósmą, raz wychodzę o tejże. Jak w biegach: ja przekazuję lub odbieram pałeczkę, maszyna działa bezustannie. Nie ma przestojów.

Jakaś moc mną porusza. Nie jest dobra ani zła – jest tylko potężna, powoduje istnienie. Witaj, stary przyjacielu, widzimy się ponownie? Mój umysł jest niespokojny, chce zaprzeczyć, ostatnio było tak dobrze! Ale coś się znów we mnie zmienia. Już nie ci sami ludzie na ulicach. Już nie ta sama ja. Czekam z otwartymi ramionami.

W torebce niewykupiona recepta czeka na lepszy czas. W domu w pudełku zostały ostatnie sztuki małych, białych tabletek.

Czekam.

1.04.2017

Prima aprilis dziś, jak się można domyślić, jak się uczyło łaciny. Ale ja tu bez żartów, bo mi nie wychodzą… Heh.

W pracy jedna z kobiet chyba przeszła do obozu nielubiących mnie a raczej tych, co im z jakiegoś powodu w sposób negatywny nie jestem obojętna. Dla tych, co mnie rzadko zauważają jestem ok. Nie wiem, dlaczego.

Druga koleżanka do mnie napisała SMSa po raz pierwszy, aż się zdziwiłam, ale chodziło tylko o zastępstwo. Jako że z asertywnością u mnie kepsko, to już już miałam wziąć, ale nie wzięłam, bo rodzice jadą do mnie do domu. I trzeba przygotować.

Boję się w nocy znów, leżę w ciemności i mnie paraliżuje strach. Nawet kołdra zła

Ale tylko noc.

dziś wyjątkowo ładna sobota, ciepło jest, słonecznie. A więc można wyjść do sklepu, znów do ludzi. Od trzech dni mału urlop i nie wychodzę, tylko siedzę, piszę i jem, jem, jem. Nie przytyłam, bo spaceruję w kołko po pokoju, moja mała pasja, hobby.

Dziś długi post, bo przywitanie wiosny. Pracuję już dwa i pół roku. Dziwne, co nie? Tylko raz zmiana pracy i raz zmiana miejsca. Od poniedziałku dalej zmiana – tym razem idę pracować do innego miasta na miesiąc.

Szaleństwo dojazdowe.

Ale już po głosie poznałam, po telefonach, że są pryjaźni, nie chcą skrzywdzić. Lepiej niż Tu.

Pozdrawiam wiosennie! Wasza kropelka