8.09.2017

Najgorszy tydzień w tym miesiącu. Trzy nocki. Ja nie śpię, boję się. Telefon czarny telefon – może zadzwonić. CDzwoni? Czy tylko się wydaje? Ciągle tak.

Boję się ciemności, boję się nocy, a najbardziej nocy w pracy. Sama ja jedna. A noc nie chce się skończyć, nie ma ciągle granatu nieba, tylko czerń, wszędzie czerń.

 

Reklamy

3.09.2017

Jest teraz 4:37, nie mogę zasnąć. Dlaczego? Pewnie wyspałam się wczoraj. Ale cały dzień wiedziałam, że tak będzie. Wczoraj też zasnęłam późno. Czasem tak mam – problemy ze snem. Nawracający problem…

Dlaczego? Nie wiem. Zawsze tak było – okresy bezsenności na przemian z okresami snu zimowego.

A niestety w poniedziałek nocka.

Na jutro przed nocką chyba wezmę sobie pewne moje tabletki, które jako „działanie niepożądane” mają senność. A może i działanie pożądane. Między innymi po to je brałam. Jeszcze mi zostały.

Życzcie mi powodzenia w spaniu.

4.08.2017

Ostatni okres nie był tak tragiczny, jak myślałam, że będzie. Jednak następne dni nie zapowiadają się lepiej. Czy będzie gorzej? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że chociaż to nie – nie będzie gorzej, nawet jeżeli nie lepiej. Do tej pory wytrzymywałam. Praca w dzień, praca w nocy, ósma rano jako magiczna granica: raz przychodzę na ósmą, raz wychodzę o tejże. Jak w biegach: ja przekazuję lub odbieram pałeczkę, maszyna działa bezustannie. Nie ma przestojów.

Jakaś moc mną porusza. Nie jest dobra ani zła – jest tylko potężna, powoduje istnienie. Witaj, stary przyjacielu, widzimy się ponownie? Mój umysł jest niespokojny, chce zaprzeczyć, ostatnio było tak dobrze! Ale coś się znów we mnie zmienia. Już nie ci sami ludzie na ulicach. Już nie ta sama ja. Czekam z otwartymi ramionami.

W torebce niewykupiona recepta czeka na lepszy czas. W domu w pudełku zostały ostatnie sztuki małych, białych tabletek.

Czekam.

1.04.2017

Prima aprilis dziś, jak się można domyślić, jak się uczyło łaciny. Ale ja tu bez żartów, bo mi nie wychodzą… Heh.

W pracy jedna z kobiet chyba przeszła do obozu nielubiących mnie a raczej tych, co im z jakiegoś powodu w sposób negatywny nie jestem obojętna. Dla tych, co mnie rzadko zauważają jestem ok. Nie wiem, dlaczego.

Druga koleżanka do mnie napisała SMSa po raz pierwszy, aż się zdziwiłam, ale chodziło tylko o zastępstwo. Jako że z asertywnością u mnie kepsko, to już już miałam wziąć, ale nie wzięłam, bo rodzice jadą do mnie do domu. I trzeba przygotować.

Boję się w nocy znów, leżę w ciemności i mnie paraliżuje strach. Nawet kołdra zła

Ale tylko noc.

dziś wyjątkowo ładna sobota, ciepło jest, słonecznie. A więc można wyjść do sklepu, znów do ludzi. Od trzech dni mału urlop i nie wychodzę, tylko siedzę, piszę i jem, jem, jem. Nie przytyłam, bo spaceruję w kołko po pokoju, moja mała pasja, hobby.

Dziś długi post, bo przywitanie wiosny. Pracuję już dwa i pół roku. Dziwne, co nie? Tylko raz zmiana pracy i raz zmiana miejsca. Od poniedziałku dalej zmiana – tym razem idę pracować do innego miasta na miesiąc.

Szaleństwo dojazdowe.

Ale już po głosie poznałam, po telefonach, że są pryjaźni, nie chcą skrzywdzić. Lepiej niż Tu.

Pozdrawiam wiosennie! Wasza kropelka

14.10.2014

Budziłam się dzisiaj w nocy i zaraz zasypiałam. Jak zwykle. Obudziłam się, było już jasno. Ale dalej bardzo chciało mi się spać. Nie mam w pokoju zegarka, a po telefon nie chciało mi się sięgać. „Jeszcze wcześnie” pomyślałam. Ledwo zwlokłam się z łóżka i poszłam do toalety. Wróciłam, by spać dalej. Zerknęłam w końcu na telefon. 15:00… Przeraziłam się. Która?!

Alew byłam zbyt zmęczona. Zasnęłam znowu. Potem poleżałam jeszcze chwilkę i finalnie wstałam o 17:40…

O co chodzi?

Dobrze, że dzisiaj nie szłam do pracy…

17.02.2013

Skopiowane z telefonu, bo nie miałam internetu przez tydzień:

14-02-2013 czw 2:40

Piszę z domu rodziców, zamknięta tu, na odludziu prawie, siedzę teraz sama. Wszyscy śpią, gdy ja czuwam, nasłuchuję kroków, dźwięków. Boję się. Za oknem ciemność czeluść lasu, woła mnie, bo wie, że boję się otworzyć oczy.

Założyli mi lampkę przy łózku, jak nie daję już rady, mogę zapalić. A o czwartej rano zapalają się latarnie. Tylko ciemne, gorsze niż mam w Gdańsku, w studenckim mieszkaniu. Za oknem.

Nikogo nie ma, chodzą do pracy, szkoły, normalnie. Zwyczajnie.

W dzień mi tu dobrze, samej, nikogo w okolicy, cisza pusty dom. Wypuszcam kota, więc i jego nie ma, chociaż co jakiś czas wraca. Przychodzi inny kot, przybłęda. Z osiedla. On mnie lubi, wie że go karmię. Koty są prostsze niż ludzie. Nie mówią, nie wiedzą, co myślę, bo ich to nie obchodzi, nie chcą oszukać, okraść. Chcą tylko jeść i mieszkać. Tak jak ja.

Podrapałam wczoraj ze złości swoje ręce. Mam teraz czerwone szramy pod rękawami. Czoło też, choć schowałam pod włosami. Rodzice myślą, że to kot. Lubię koty, z nimi jest prościej. Moje ciało chce zostać w tym złudzonym świecie z zewnątrz, nie chce mnie słuchać. Soczewka kontaktowa nie chciała zejść, poczułam, że robi to specjalnie. Ze chce, bym się oślepiła, zniszczyła oko. Nienawidzi mnie. Soczewki nie nienawidzą, wiem. Nie jestem wariatką.

Dlatego podrapałam czoło. Wyrwałam kępkę włosów, a ciało dalej nie chciało słuchać. Soczewka tkwiła. Zrobiłam szramy na rękach aż ciekły łzy, przez chwilę nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, bałam się siebie i tego, czego chce socxewka, ale ręce wystarczyły. Uspokoiłam się. Zdjęłam. Boję się założyć ją kolejny raz. Że ona nie odpuści, aż mnie nie zniszczy. Bez oczu nie mogę skończyc studiów, pracować. Będę żyć w pustym domu, w ciemności, bać się. Całe życie w strachu przed ciemnością, w oczkiwaniu na świt, którego nie będzie. Nie wytrzymałabym tego.

Demony tego świata chcę mnie zatrzymać, gdy mój świat jest taki piękny, prosty, wystarczą przelotni ludzie na tu i teraz, nie trzeba niczego skomplikowanego. Obojętne mi. W moim świecie nic nie zmusza mnie do wyborów, gdy mi obojętnie. Dziewczyny śmieją się, że mam wyjebane, a co  to za różnica.Ważne moje życie tu i teraz. Egzaminy zdane.

6.02.2013

Ze wszystkich żarówek pozostała jedna. Jedna się świeci. Reszta wie, że zostałam sama. Na długo, długo sama, na całe dni, gdy mam ciszę, spokój, gdy siedzę w domu sama i nie boję się innych i na noce. W czasie ich nie mogę spać, cienie wiszą nad zamkniętymi powiekami, które nie potrafią się otworzyć. Kroki na klatce, szepty sąsiadów, a może to bliżej, może to cienie. Nie wiem. Nie chcę.

Czekam świtu przy ostatniej żarówce. Nikogo w domu.

A na zewnątrz trzeba czasem iść, do sklepu, po coś. I znów widzę ten dziwny świat, który odkleja się z wolna ode mnie. Przez parę sekund mnie w nim nie ma, istnieje tylko mój cień. Nikt nic nie chce, nikt się nie odzywa, tylko do kasjerki szepnę dzień dobry, ledwo z krtani.

Gdy patrzą się na mnie, to znikam, odłączam się od świata, niech patrzą, niech widzą tę skorupkę, która istnieje na zewnątrz. Oni nie widzą myśli, nie przedrą się.

Znowu spadł śnieg.

A ja czekam świtu. Cienie są pod drzwiami pokoju, skrobną coś, jękną deską podłogi, ale tu jest jasno, świeci ostatnia żarówka, świeci komputer. Nie wpuszczę ich.