4.08.2017

Ostatni okres nie był tak tragiczny, jak myślałam, że będzie. Jednak następne dni nie zapowiadają się lepiej. Czy będzie gorzej? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że chociaż to nie – nie będzie gorzej, nawet jeżeli nie lepiej. Do tej pory wytrzymywałam. Praca w dzień, praca w nocy, ósma rano jako magiczna granica: raz przychodzę na ósmą, raz wychodzę o tejże. Jak w biegach: ja przekazuję lub odbieram pałeczkę, maszyna działa bezustannie. Nie ma przestojów.

Jakaś moc mną porusza. Nie jest dobra ani zła – jest tylko potężna, powoduje istnienie. Witaj, stary przyjacielu, widzimy się ponownie? Mój umysł jest niespokojny, chce zaprzeczyć, ostatnio było tak dobrze! Ale coś się znów we mnie zmienia. Już nie ci sami ludzie na ulicach. Już nie ta sama ja. Czekam z otwartymi ramionami.

W torebce niewykupiona recepta czeka na lepszy czas. W domu w pudełku zostały ostatnie sztuki małych, białych tabletek.

Czekam.

31.01.2017

No tak, żyję dalej, chociaż nie jest to dla mnie takie oczywiste. Dlaczego? Nigdy nie próbowałam odebrać sobie życia mimo usilnych zachęt ze strony mojego umysłu. Miałam w sobie silne postanowienie, że dożyję równo 108 lat. Teraz stało się to dla mnie obojętne i w takim zawieszeniu trwam tylko dlatego, że jestem tym wszystkim za bardzo zmęczona, żeby wyjść z nurtu inercji.

Ale chyba – jest lepiej! A raczej faluje i powoduje dziwne stany, ale są to stany niepokojące, a nie groźne/

W pracy powtarzają, że za dużo pracuję i wyglądam na zmęczoną. A ja siedzę i odpływam w fale.

11.07.2016

I znów jestem. Jest lepiej. Całkiem dobrze nawet można powiedziac. Jestem w pracy ze wszystkimi, tylko szefa nie ma i dobrze, nie dogadujemy się.

W prywatnym życiu też jako tako, czyli po japońsku. Do lekarza niedługo idę, ooo, nawet za tydzień. Nowe małe, białe tabletki.

Teraz relaksuję się przy komputerze i piję cydr. Nie wolno., Nie wolno się relaksować, szefostwo nie pozwala, powinniśmy się wszyscy edukować w wolnym czasie – nawet spytali mnie, czy nie mam rodziny, bo jak nie mam, to mam czas, żeby się douczać. No nie mam.

Cydru też nie wolno, bo leki.

Nic nie wolno.

Smutno.

8.06.2016

A więc jestem, niedawno też pisałam. Jest dziwnie, wielki kołowrotek. Rano potwornie, nie chcę żyć, chcę uciec.

Potem lepiej, w dzień nawet się uśmiecham, energia jest.

Wieczorem znowu gorzej, ale nie aż tak, jak rano.

Nie wiem, o co chodzi, leki biorę jak kazano. Psychiatra powiedział, że mam dzwonić, jak będzie bardzo źle. Bywa rano bardzo źle, ale jeszcze ciągnę. Siedzę i nie mogę zrobić nic, myślę tylko o tym, że w moim mózgu jest źle, pustka w głowie.

Czarna maź wypełnia mózg.

5.06.2016

Znowu było źle, może minęło? Byłam u lekarza, powiedziałam mu o wszystkim, o tym, że jest gorzej, że nie odczuwam nic poza wąską sinusoidą smutku i ulgi. Że znów mam myśli samobójcze, nawet mam ułożony plan.

On chyba mnie rozumie.

Nie umiem dobrze żyć, nie umiem żyć w pracy, tam mnie nie lubią, nie chcą. I co mam robić? Przecież nie rzucę tego z dnia na dzień, nie potrafię. Za dużo wysiłku w to włożyłam.

Boję się.

Znów więc powróciłam do tego mojego małego miejsca. Pewnie i tak nikt tego nie czyta, ale to nic, ja piszę dla siebie, potem mam pamiątke z czasów, kiedy mój mózg był pusty i wyrzucał z siebie tylko potoki bezsensownych słów.

Tak, boję się. Wszystkiego. Boję się o siebie.,