9.01.2013

Blogów jest wiele, setki, tysiące, miliony. Całe morze blogów, można by powiedzieć, a mój jeden. Nikt go nie znajdzie, nie przeczyta, chyba że przypadkiem. Ale zostawię po sobie ślad, rysę, małe, ale istniejące zadrapanie w tej dziwnej grze w świat. Muszę pisać, słowa mnie rozsadzają, we mnie dzieje się więcej niż poza mną. Żyję w internecie, tu czytają wszyscy, więc nikt. Nie muszę się tłumaczyć.

Internet jest jak świat – świat jak internet. Gra. Czuję się jak człowiek w zaprogramowanej przestrzeni, którą ktoś napisał i wsadził mnie w nią, a ja mam tu żyć. Mój byt istnieje, osobno. Chodzę, spaceruję powoli, a wszystko przesuwa się przy mnie, nie zaś ja przez wszystko. Po śniegu migają mi kształty samochodów, ludzie bez twarzy, zamazani, chociaż egzystujący jak każda inna plama tych zaprogramowanych barw.

Wszystko dookoła niby zmienia się, płynie – a jednak! To jest ustatycznione, dzieje się, a ja czuję, że mogę wyjść, gdybym znalazła wyjście, mogę zrobić wszystko, gdybym znalazła sposób.

W domu jestem sama, dźwięki zza ścian, głosy sąsiadów są stłumione, nieistniejące jakby, a teraz cały świat jest taki. Widzę, że jestem ja i poza mną.

A ja siedzę na zajęciach, wszystko się zamazuje i widzę las, jesienny, szary, w nim dom. Cisza, szum drzew. Dom. Nie zamykam oczu, i tak nie zasnę, jak chcę, to poczuję wiatr, mokry, ziemisty zapach lasu wczesną wiosną. Inni widzą tylko starą, brzydką, nudną salę.

Gdy idę żwirową ścieżką przez ogród, nad moją głową zwieszają się martwe gałęzie, dom wiruje wśród suchych pni, nie ma nikogo ze mną. Jestem w swojej grze, w bonusowej rundzie. Nikt nie przeszkadza, nie ustawia dróg na mojej drodze, bym nie mogła przejść bez zielonego światła. Gram w pełnym wymiarze. Nikt nie mówi, słyszę tylko wiatr i swoje myśli. Chcę pisać, ale brakuje ładnych słów, chcę opowiedzieć, ale nikt nie słucha. Jak już powiem – wypominają, nie chcą zrozumieć, przekłamują moje słowa, zniekształcają. Inni są w zewnętrznej grze. A wszystkiego nie mogę powiedzieć, nie pokażę całości, bo jak wpuszczę ich do lasu – to ukradną go, opiszą słowami, których ja nie znajduję i sprzedadzą za bezcen. A ja zostanę w tej dużej grze świata sama, od początku.

To mój las.

Pewna zimowa melancholia, chcę pisać, a myśli biegną, chcą już tam być, a trzeba usiąść z długopisem, klawiaturą i pisać. Patrzę sobie na las i już tam jestem, wtedy za późno, nie mogę się ruszyć, gra się zatrzymuje. I trzeba pisać wszystko naraz, potem, z pamięci, a do pamięci próbują wedrzeć się demony tamtego świata, zewnętrznego. I niszczą.

Piszę tutaj, bo mam siłę, pokażę, że jestem i w tym świecie, chociaż tamten jest prawdziwszy, mój. Bez krzyczących twarzy, cieni skrytych w głębi czerni za oknem, w najdalszym kącie, tam zawsze jest dzień.

Nie bój się, to tylko noc – pojawiło się w mojej głowie. Ale to ten świat tak każe, w moim nie ma ludzi, a bez ludzi nie ma strachu.

Koniec pierwszego wpisu

Reklamy