4.05.2019

Kilka dni temu mama powiedziała mi przez telefon, że tata przyjedzie wynieść śmieci z mojego mieszkania. Niestety, a może i stety, wiedziała, ile ich zgromadziłam ostatnio. Nie miałam weny ruszyć dupy z domu, jedynie do pracy, z pracy, z wyliczoną każdą minutą. Nie było czasu sprzątać, odkurzać, prać. Kwiatek mi umarł. Nie miałam po co się ruszać.

Do dzisiaj nie pozbierałam tych śmieci, walały się po podłodze. Dopiero dziś rano wstałam i upakowałam je do wielkich worów. Przy okazji znalazłam kilka przydatnych przedmiotów, które zapomniane kulały się w brudzie. 

Tata przyjechał, wyrzucił śmieci, ja umyłam toaletę. Zostało odkurzanie, pranie i lodówka. Okropne, ale najgorsze za mną. No i najgorsze to się w ogóle było ruszyć. 

Teraz mieszkanie wygląda przynajmniej dobrze i ładnie pachnie.

Reklamy

29.11.2018

Dzisiaj rano miałam zły humor i nie wiedziałam, dlaczego. W końcu doszłam: za późno wstałam i nie wypiłam w domu kawy. W pracy nadrobiłam tę niedoróbkę i od razu poczułam się lepiej.
W ogóle po kawie czuję się lepiej. Tylko jak przesadzę, to mam zgagę.
W korpko moim dobrze, czasami coś zazgrzyta, ale ogólnie bardzo na plus. Małe korpko to jednak coś miłego.
A w sobotę znowu zobaczę się z rodzicami, rodzeństwo też będzie. Cud!
Ostatnio nakupowałam sobie książek. Jakoś nie mam weny na czytanie teraz i leżą. Dlaczego? Bo… rozmawiam ze znajomymi! Wprawdzie przez internet tylko, na messengerze, ale jednak! I cieszy mnie to. Jest postęp!

2.11.2018

Ale kryzys, za przeproszeniem, jebłam ostatnio… Normalnie zero sił, zero woli, zero weny. Praca -ledwo, ledwo. Życie też ledwo. Nawet rozmowa z mamą się nie kleiła.

Makabra normalnie, ohyda

Jak tu funkcjonować? Przecież już było tak dobrze… Nawet w pracy układało się wyjątkowo dobrze.

Myślę, że przez nowe dzieci w rodzinie, którymi trzeba się zająć, rodzice nie mają dla mnie czasu. I tu jest problem. Cały czas tylko dzieci i dzieci. Ja wiem, że dzieci potrzebują czasu i uwagi, zwłaszcza dzieci mojego rodzeństwa, czyli wnuki rodziców, ale… no ale mi z tym źle.

Czuję sie pusta

9.09.2018

Jest super dalej, ale znowu kropki psują mi nastrój. Dzisiaj rano znowu, wielka czarna dziura wywierciła mi kanion w brzuchu. Po co?

Ale poza tym ok. Miałam dłuższy urlop, było baaardzo sympatycznie. Spotkałam się nawet z dawno nie widzianą rodziną. Nie mam co narzekać.

Tabletki biorę, tak jak brałam, grzecznie. Nigdy dość.

Sto tabletek dziennie.

30.07.2018

Wczoraj dzień zaczął się bardzo ponuro, nie pomógł nawet spacer i jazda busem, ale ból psychiczny udało mi się złagodzić kawą i tabletkami. Wieczór był w porządku, czułam moc.

Ranki są złe.

W pracy wygląda na to, że zostaję na razie w swoim dziale, co mnie bardzo cieszy. Tu mi się podoba. Szefostwo miłe. Trochę się obgadują, mnie pewnie też, trudno. Nawet nie martwi mnie to szczególnie.

Wieczory sa lepsze.

W sobotę mają przyjechać mama i tata. Radość. Czekam.

22.07.2018

Lepiej, gorzej, gorzej, lepiej… Teraz lepiej.

Dzisiaj miło, przyjemnie, książka, piwo, kawa, tramwaje tramwaje tramwaje. Tramwaj prosto do centrum. Sklepy zamknięte, to wycieczka do KFC. Gorące kurczaki.

Kawa.

Zimne piwo. Teraz. Książka, smartfon. Drugi obiad, kurki z ryżem.

Cyba zaraz zadzwonię do mamy…

14.06.2018

No więc, dalej jest dobrze. Mam chwile napięcia, ale to są chwile.

W pracy idzie dobrze, super, cieszę się, że zmieniłam miejsce i miasto. Tu jest tak miło.

Ucho mnie boli, chyba przeziębiłam. Dobrze, że nie smarkam.

Jutro do pracy później troche, to sie wyśpię. Teraz mam czasem na później. W zeszłym tygodniu nawet raz pracowałam od 13, hehe. Do wieczora.

W sobotę przyjedzie mama. 🙂