22.08.2017

A jednak! Nie było tak źle, jak myślałam, że będzie. To znaczy nie, inaczej – było źe, byłam przemęczona, zła i głęboko przymulona, ale już się skończyło.

Teraz już lepiej, wyspalam się, na razie bez nocek, bez stresów, a za tydzień urlop. Krótki, bo trzydniowy, ale zawsze urlop. Jestem zadowolona, odpocznę. Wyśpię się!

Lekowo też całkiem dobrze, ba, na tyle się czuję teraz zwyczajnie, że rano denerwuję się, że muszę ten syf łykać – po co??

Reklamy

18.04.2017

Wczoraj było wolne niby, ludzie spali w domach, trawili jajka i żurek. Jadąc do pracy żaliliśmy się sobie taksówkarzowi. My wolne krótsze. Poniedziałek jak jkażdy inny.

Show must go on, korpo must go on.\

Dziś wtorek, już mniej smutny dzień, na ulicach ludzie, jadą autobusami zupełnie jak ja. I ja zupełnie jak oni…

Święta samotnie spędzone, sama sama sama, tylko znajomych z pracy widziałam. Oni też smutni. Dzis przez chwilę widziałam się z mamą i bratem. Przyjechali mnie odwiedzić, opowiedzieć o świętach wśród krewnych.

Babcia chce się ze mną widzieć, chce, żebym odwiedziła. Ona akceptujer, pociesza.

13.02.2015

Łooo, jak dawno mnie nie było! Ostatni raz w zeszłym roku.

W pracy dobrze. Miło. Dgaduję się ze starszymi. Chociaż niedawno nie poszłam, wzięłam wolne. Nie dałam rady wstać. Na lekach śpię jak zabita, a do tego im dalej w las, tym dłużej sypiam.

Moze pojadę na imprezę na drugi koniec Polski? Znajomy z internetu ma już zamawiać bilety.

Jem sobie orzeszki i piję dziwny napój, który stał w piwach, ale jest bezalkoholowym, owocowym napojem. Pyszny., A za tydzień może wrócę do rodzinnego domu na parę dni?

17.02.2013

Skopiowane z telefonu, bo nie miałam internetu przez tydzień:

14-02-2013 czw 2:40

Piszę z domu rodziców, zamknięta tu, na odludziu prawie, siedzę teraz sama. Wszyscy śpią, gdy ja czuwam, nasłuchuję kroków, dźwięków. Boję się. Za oknem ciemność czeluść lasu, woła mnie, bo wie, że boję się otworzyć oczy.

Założyli mi lampkę przy łózku, jak nie daję już rady, mogę zapalić. A o czwartej rano zapalają się latarnie. Tylko ciemne, gorsze niż mam w Gdańsku, w studenckim mieszkaniu. Za oknem.

Nikogo nie ma, chodzą do pracy, szkoły, normalnie. Zwyczajnie.

W dzień mi tu dobrze, samej, nikogo w okolicy, cisza pusty dom. Wypuszcam kota, więc i jego nie ma, chociaż co jakiś czas wraca. Przychodzi inny kot, przybłęda. Z osiedla. On mnie lubi, wie że go karmię. Koty są prostsze niż ludzie. Nie mówią, nie wiedzą, co myślę, bo ich to nie obchodzi, nie chcą oszukać, okraść. Chcą tylko jeść i mieszkać. Tak jak ja.

Podrapałam wczoraj ze złości swoje ręce. Mam teraz czerwone szramy pod rękawami. Czoło też, choć schowałam pod włosami. Rodzice myślą, że to kot. Lubię koty, z nimi jest prościej. Moje ciało chce zostać w tym złudzonym świecie z zewnątrz, nie chce mnie słuchać. Soczewka kontaktowa nie chciała zejść, poczułam, że robi to specjalnie. Ze chce, bym się oślepiła, zniszczyła oko. Nienawidzi mnie. Soczewki nie nienawidzą, wiem. Nie jestem wariatką.

Dlatego podrapałam czoło. Wyrwałam kępkę włosów, a ciało dalej nie chciało słuchać. Soczewka tkwiła. Zrobiłam szramy na rękach aż ciekły łzy, przez chwilę nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, bałam się siebie i tego, czego chce socxewka, ale ręce wystarczyły. Uspokoiłam się. Zdjęłam. Boję się założyć ją kolejny raz. Że ona nie odpuści, aż mnie nie zniszczy. Bez oczu nie mogę skończyc studiów, pracować. Będę żyć w pustym domu, w ciemności, bać się. Całe życie w strachu przed ciemnością, w oczkiwaniu na świt, którego nie będzie. Nie wytrzymałabym tego.

Demony tego świata chcę mnie zatrzymać, gdy mój świat jest taki piękny, prosty, wystarczą przelotni ludzie na tu i teraz, nie trzeba niczego skomplikowanego. Obojętne mi. W moim świecie nic nie zmusza mnie do wyborów, gdy mi obojętnie. Dziewczyny śmieją się, że mam wyjebane, a co  to za różnica.Ważne moje życie tu i teraz. Egzaminy zdane.

13.01.2013

Nienawidzę, kurwa, nienawidzę!

Współlokatorka z chłopakiem łażą po mieszkaniu cały dzień, bez przerwy, nie mogę wyjść z pokoju, nigdzie się ruszyć. Bo oni siedzą w kuchni, co chwilę chodzą do łazienki. I szepczą coś. Chcę iść, zrobić sobie kawę, a nie mogę, bo wyszli i siedzą w kuchni. Znowu będą się dziwnie patrzeć, milczeć, jak wejdę i tylko pytać półsłówkami, żebym nie wiedziała, o czym rozmawiają.

Parę razy podbierali mi kawę albo mleko. Ja zawsze wiem, ile mam albo że opakowanie było niedokręcone. Specjalnie zostawiam krzywo postawione, żeby ich przyłapać. Ale najgorsze, że tam siedzą, a ja we własnym domu nie mogę czuć się swobodnie. Siedzieć sobie w ciszy i robić cholernej kawy, chodzić po kuchni i słuchać szumiącego czajnika, tylko znosić muszę te ich spojrzenia i złośliwe „cześć”.

Mają swój pokój do kurwy nędzy. Dlaczego ja nie mogę wyjść z pokoju przez cały dzień, bo boję się, że za chwilę się pojawią.

Chcę do domu, do rodziców. Tam mam swój pokój, na pustym piętrze, nikt nie wchodzi bez pukania, bez zgody, nikt nie patrzy, jak chodzę po kuchni. Nikt nie bierze moich rzeczy, nie przekłada garnków, rodzice są mi życzliwi, mogę robić, co chcę.

Ale muszę siedzieć tu i się uczyć, bo inaczej i oni zaczną patrzeć, nie będą zadowoleni. Nikt nie chce mieć córki bez przyszłości.