18.05.2018

Jest dobrze. Jest dobrze! Jest… dobrze. Radykalna zmiana, wyszłam ze strefy komfortu? Raczej mnie z niej wypchnęli. Ale to nic. Jak na razie tylko na dobre mi to wychodzi.

Trochę dziwnie się czuję, nie wiem, co ze sobą zrobić. Niepewność? tak, niepewność. Niepewność jutra, niepewność pracy. Boję się, a jednak jestem zadowolona. Chcę.

Żadnej nocki na horyzoncie. Być może… nigdy…?

Entuzjazm – zawsze miałam go na tyle dużo, żeby jakoś iść do przodu, nie poddać się. I teraz się nie poddałam, prę. Może będzie lepiej? Walczę.

Reklamy

3.05.2018

Była burza. W nocy ciężko ze snem, to przynajmniej obejrzałam piękne pioruny.

Teraz ma być ciepło. Ciepło, słońce i plus trzydzieści. I ładne dziewczyny w letnich sukienkach! (Nie ja)

Jutro do pracy, ech. Ale i tak nieźle, fajne miejsce.

W Radio Gdańsk weszła poezja śpiewana, jakiś wieczór dziś? Leci zamiast pop-u dziś. A i czytam poezję ostatnio. Taka pogoda, spacery po mieście, podróże sprzyjają czytaniu i rozmyślaniu.

Uspokaja, świat mnie uspokaja.

12.04.2018

Pięć lat bloga minęło niedawno. Ciekawe. Kawał życia.

Dziwnie jest ostatnio, w życiu raz lepiej, raz gorzej, leki dają radę, ale w życiu zawodowym marnie. Ostatnio problemy są. Duże. Zobaczymy, czy pozostanę na powierzchni.

Seria nocek zakończona, teraz praca za dnia, ale stres, stres, stres, stres.

1.04.2018

Ostatnio, gdy było baaardzo źle, lekarz kazał mi brać moje stare leki w większych dawkach: lek A półtorej  dawki, lek B jedna dawka, lek C jedna dawka (ale wcześniej nie brałam go wcale już od roku). Teraz, gdy znowu zaczyna być źle, zaczęłam brać tak samo. Na razie nie jest idealnie, są momenty złe, ale czuję się nieźle. To taki taniec nad przepaścią. Ytrzymuję się, ale czasem bywa ciężko. Najczęściej jestem wesoła, ale zawsze mogę runąć w dół, tak czuję.

Wielkanoc z rodziną, dobrze. Brat zaczął pracę, w miarę stałą, dobrze. On radzi sobie w życiu lepiej niż ja.

Ale ja i moje korpo – dobrze. Dużo nocek ostatnio, właściewie mam dzień, noc, przerwę i tak dalej. Ciężko. Dam rade?

Muszę.

25.03.2018

Niby dobrze, ale jednak źle. Niby źle, ale jakoś się trzymam. Dużo, dużo pracy. Umieram, wymiękam. Wykończona. Trzy nocki pod rząd, na każdej zero snu. Odsypianie, zmulenie, zmarnowane dni.

Dzisiaj spanie do popołudnia, ledwo wstałam, potem spotkanie rodzinne. Było miło, rozmawiałam, uśmiechałam się – jak zwykle. Nie wiem sama, czy byłam szczęśliwa, czy tylko udawałam. Teraz nie jestem. Teraz źle.

Skończył się jeden lek, nie biorę od kilku dni, nie mam czasu kupić. Źle. Byłam dziś w aptekach – nie ma. W jedej zamówią na jutro. Drugi lek biorę. Ale raz już brałam tylko ten i odpierdoliło zupełnie. Muszę dwa.

Jutro kupię.

12.03.2018

Luty był fajne, bez zjazdów. Oczywiście psychicznych. Bo zjazd-delegację miałam. I urlop. I mało nocek.

Marzec jest dużo gorszy. I psychicznie mi gorzej, czuję, że zjazd się zbliża, nocek więcej. Bez urlopu.

Znowu pracuję w innym dziale. Pierwszy dzień, więc nie wiem, jak będzie. Na razie jest miło, szef w porządku, koleżankę z firmy spotkałam.

A prywatnie mieszanka. Czasem z kimś wychodzę, to dobrze. Poza tym źle. Coraz trudniej sprzątać, bałagan w domu. Strach rodziców wpuścić, jeśli przyjadą…