31.05.2019

Dzień dziecka. Tak, wiem, że to jutro. Ale zakupy trzeba zrobić dzisiaj. Nie żebym miała mieć dzieci, ale rodzina przyjeżdża z daleka i trzeba ich ugościć. Ogólnie to nie wiem, czego potrzebują te dzieci. Zabawek mają pełno i pewnie dostaną na Dzień Dziecka kolejną tonę. Masakra. 

No ale przynajmniej jest piątek, ja już po pracy, niczym nie muszę się przejmować. Prezesem nie jestem, żeby w weekendy siedzieć na telefonie. Właściwie jestem na dnie hierarchii w korpo, przynajmniej z pracowników biurowych. 

Reklamy

18.05.2019

Byłam ostatnio u terapeuty kilka razy i nawet był ze mnie zadowolony. Stwierdził, że mam emocje, tylko skryte i trzeba je uwolnić. Może znowu pochodzę, to mi pomoże. 

Do lekarza na razie nie jestem zapisana, mam się umówić, jak się będą kończyły leki. To dlatego, że robię postępy i jestem szczęśliwa. Mam kryzysy, kropki, ale sumarycznie nastrój jest na plus. Nawet mi trochę szkoda, że już nie tak bardzo na plus… 😉

11.05.2019

Korpo wzywa, korpo kocha

nie dasz rady, to wynocha!

Ja na razie daję radę w małym korpko. Za tydzień mam być na jeden dzień przeniesiona w jeszcze inne miejsce. Już kilka razy tam pracowałam o nie było źle. Tylko raz musiałam odwiedzić kilku klientów, co wiązało się z podróżą taksówką, bo prawa jazdy niestety nie mam. 

Dzisiaj sobota, spędziłam trochę czasu z mamą, z którą spotkałam się na mieście. Było bardzo miło. 

Ostatnio nastrój jakby gorszy, więcej gorszych dni, pojawiły się też znowu kropki, ale jakoś ciągnę. W razie czego zawsze mogę zadzwonić do lekarza i się umówić. Mam też zapas olanzapiny z poprzednich pogorszeń. 

Korpo daje, korpo bierze

bo do korpo ja należę.

4.05.2019

Kilka dni temu mama powiedziała mi przez telefon, że tata przyjedzie wynieść śmieci z mojego mieszkania. Niestety, a może i stety, wiedziała, ile ich zgromadziłam ostatnio. Nie miałam weny ruszyć dupy z domu, jedynie do pracy, z pracy, z wyliczoną każdą minutą. Nie było czasu sprzątać, odkurzać, prać. Kwiatek mi umarł. Nie miałam po co się ruszać.

Do dzisiaj nie pozbierałam tych śmieci, walały się po podłodze. Dopiero dziś rano wstałam i upakowałam je do wielkich worów. Przy okazji znalazłam kilka przydatnych przedmiotów, które zapomniane kulały się w brudzie. 

Tata przyjechał, wyrzucił śmieci, ja umyłam toaletę. Zostało odkurzanie, pranie i lodówka. Okropne, ale najgorsze za mną. No i najgorsze to się w ogóle było ruszyć. 

Teraz mieszkanie wygląda przynajmniej dobrze i ładnie pachnie.