30.07.2018

Wczoraj dzień zaczął się bardzo ponuro, nie pomógł nawet spacer i jazda busem, ale ból psychiczny udało mi się złagodzić kawą i tabletkami. Wieczór był w porządku, czułam moc.

Ranki są złe.

W pracy wygląda na to, że zostaję na razie w swoim dziale, co mnie bardzo cieszy. Tu mi się podoba. Szefostwo miłe. Trochę się obgadują, mnie pewnie też, trudno. Nawet nie martwi mnie to szczególnie.

Wieczory sa lepsze.

W sobotę mają przyjechać mama i tata. Radość. Czekam.

Reklamy

22.07.2018

Lepiej, gorzej, gorzej, lepiej… Teraz lepiej.

Dzisiaj miło, przyjemnie, książka, piwo, kawa, tramwaje tramwaje tramwaje. Tramwaj prosto do centrum. Sklepy zamknięte, to wycieczka do KFC. Gorące kurczaki.

Kawa.

Zimne piwo. Teraz. Książka, smartfon. Drugi obiad, kurki z ryżem.

Cyba zaraz zadzwonię do mamy…

2.07.2018

Lipiec. Wiecie, co kiedyś oznaczał lipiec? WAKACJE! A teraz? Teraz nie oznacza nic.

Moze jedynie sezon urlopowy.

Dzisiaj był wyjątkowo parszywy dzień. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że w weekend byłam u rodziców, a powroty stamtąd zawsze są złe? Nie chciało mi się wstawać, iść do pracy, pracować. Zamulałam. Trochę jadłam. Piłam hektolitry kawy.

Byle jak.

Piję piwo. Może przed pracą nie powinnam, jutro na siódmą rano muszę być w kadrach. Ale po piwie mniej się pamięta ze Zła.

Zło. Źli. Źle. Ohyda, fuj.
Mamo, przyjedź, uratuj córkę.

Kto mnie uratuje?